My

Szymon „$imon” Podwin

Założyciel i konferansjer Wrocławskiego Salonu Jacka Kaczmarskiego oraz grupy „Triada Poetica”.
Z twórczością Jacka Kaczmarskiego związany od dawna – kiedyś jako uczeń, potem student pisujący na jej temat, potem nauczyciel licealny i autor programu metodycznego opartego na piosenkach Jacka Kaczmarskiego, obecnie, w ramach projektu „Triada Poetica” twórca i wykonawca muzyki do wielu nieznanych szerzej wierszy zmarłego poety.

Jurek "Stepniarz" Stępniewski
Student psychologii, pracownik firmy finansowej, miłośnik żeglarstwa. Z harcerskich ognisk wyrosło zamiłowanie do piosenki, w której tekst nie jest tylko kolejnym instrumentem w zespole, ale niesie ze sobą konkretne przesłanie. Stąd ogromna fascynacja Jackiem Kaczmarskim - mistrzem słowa, świetnym obserwatorem rzeczywistości i prowokatorem filozoficznych rozmyślań. Kiedy Jacka zabrakło powstała idea aby podtrzymywać pamięć poety i przypominać, że w dobie konsumpcjonizmu można tworzyć coś pięknego i wartościowego; nie nazywać sztuką kuglarskich sztuczek a pięknem - konterfekt półgołej kokotki. Dlatego tak bliski jest mi Wrocławski Salonu Jacka Kaczmarskiego, w który Szymon włożył tyle czasu i wysiłku. Nieocenione jest to, że ludzie dla których Jacek Kaczmarski był mistrzem i przykładem mogą się spotkać i posłuchać (pośpiewać) na żywo Jego utwory. Równie ważne jest to, że scena Salonu otwarta jest dla ludzi nie związanych bezpośrednio z twórczością JK, ale ceniących poezję podpartą dobrą muzyka.

Alek
Student, jeleniogórzanin, miłośnik siatkówki i Jamesa Bonda. Początki zainteresowania Kaczmarskim giną w mrokach dziejów, ale powiada się, że mają związek z Grechutą i humanistyczną egzaltacją. Ta ostatnia minęła, ale Kaczmarski został. Jego zdolność dostrzegania i zgrabnego, poetyckiego komentowania mechanizmów rządzących człowiekiem, grupą i społeczeństwem nieodmiennie fascynują, pociągają i prowokują. I choć piosenki Kaczmarskiego często smakują najlepiej w samotności, to jednak nie zawsze. Niedowiarków odsyłam na Wrocławski Salon Jacka Kaczmarskiego, by mogli się przekonać, że słuchanie i komentowanie utworów w towarzystwie wielu nietuzinkowych osób "ma w sobie to coś", tym bardziej, że można usłyszeć też utwory, do których Jacek Kaczmarski nie zdążył napisać muzyki.

Fizol (prawdziwe, rzadko używane imię: Piotrek). Twórczością JK zainteresowałem się cztery lata temu, czyli od czasu kiedy zacząłem uczyć się grać na gitarze (inspiracją był oczywiście JK). Zainteresowanie jego wierszami i piosenkami przez te lata rozkwitało, w przeciwieństwie do moich zdolności wokalnych (o czym można się czasem przekonać będąc na Salonie. Na wszelki wypadek zaznaczę tylko, że nie występuję na scenie. Jedynie w pobliżu.) Z WSJK jestem związany od samego początku, kiedy jego formuła była jeszcze zupełnie inna i nie spotykaliśmy się ani tak regularnie ani w tak licznym gronie. Na co dzień jestem studentem geologii na UWr i na ile tylko studia mi pozwalają staram się pojawiać na koncertach organizowanych przez WSJK. Poza muzyką JK uwielbiam piosenki Leonarda Cohena i Mirosława Czyżykiewicza

TOMASZ
Adept po raz pierwszy słyszy Jego piosenki siedząc pod dziką gruszą, na zaniedbanym podwórku na wrocławskich krzykach.
Dźwięki dobywają się, z niezbyt chyba dobrze nastrojonej gitary, a słowa pieśni z gardeł dwóch brodatych nastolatków we flanelowych koszulach w kratę i welurach. ( Łukasz i Marek - pozdrawiam was).Adept zatknął się już co prawda ze śpiewaną poezją, ale dotychczas opowiadała ona o pięknie górskich wędrówek, czy też pełnych marzeń snach podlotków.
A teraz słucha urzeczony o walce człowieka z Bogiem i o wrzeszczącym jak dziecko w ciemnościach malarzu. Dreszcz fizjologiczny jeży mu włosy na karku i rękach, a dreszcz metafizyczny przenika duszę.
Dla Adepta ,bezkrwawa rewolucja o czerwonych paznokciach , która wybuchnie ledwie za klika miesięcy,a która przyniesie nieco koślawą wolność, będzie miała smak papierosów "Wiarus" oraz wina "Kwiat jabłoni". A także zapach ciepłego lata, morza i ogniska, przy którym uwierzy on , że alkohol nie szkodzi poecie. Adept niestety poetą nie był …
Jesienią Adept w głównym holu głównego dworca we Wrocławiu kupuje kilka kaset magnetofonowych z Jego piosenkami i owijając kokonem ze słów i dźwięków zamyka się z nimi w piwnicy- tam następuje przemiana. Wiosną na powierzchnię wychodzi Fan.
Naczelną cechą Fana jest, jak wszyscy wiemy, permanentne przekonywanie świata i ludzi , że swoją obojętnością względem jego przedmiotu uwielbienia popełniają jeden z siedmiu grzechów głównych , to znaczy lenistwo wobec podjęcia wysiłku zostania Fanem.
Fan nie jest w tym względzie wyjątkiem. Odtąd Jego piosenki odtwarzane są lub śpiewane przy każdej okazji i we wszystkich możliwych sytuacjach towarzyskich.
Latem w nagrodę, Fan po raz pierwszy słucha tych piosenek w Jego osobistym wykonaniu, wycierając przy tym tyłkiem bruk wrocławskiego rynku.
Kilka lat później , tym razem siedziąc na składanym krześle barowym w pubie należącym do pewnej pieśniarki, Fan przygląda się Jemu, także siedzącemu przy barze, palącemu papierosa i odpowiadającemu, raczej nieśmiało, na pozdrowienia i pytania. Potem On zagra kolejny koncert, Fan natomiast, w przerwie podsunie tom wierszy, a On uśmiechnie się podpisze.
Fan już Go więcej nie zobaczy, On odejdzie, ale zostawi po sobie liczne klony Fana i ciszę, którą łatwo przecież jest okpić jego wierszami i pieśniami.
Miejscem, w którym najłatwiej to zrobić jest Wrocławski Salon Jacka Kaczmarskiego.
To tutaj Fan przekona się, jak wielką siłą sprawczą są Jego wiersze i piosenki, zobaczy bowiem, jak bardzo uzdolnieni ludzie oddają im wyjątkową rzecz -swój talent. To nie jest pretensjonalny salon, który ściele pusty zachwyt artyście z Włoch, to grupa ludzi oparta na podobnej wrażliwości, wartościach, poczuciu estetyki i piękna.
Wiedząc, że oni nie zabiją orła by mieć pióropusze, bezdomny Fan usiądzie na progu domu.

WILKQ
Student politechniki wydziału elektroniki mikrosystemów i fotoniki. Jednak mimo ściśle ścisłego umysłu mam pewne ciągoty w kierunku poezji zarówno tej pisanej jak i śpiewanej. Nie jestem jakoś szczególnie związany z twórczością Jacka Kaczmarskiego, jednak trzeba przyznać, że jako bard imponuje mi ilością świetnie napisanych i umuzycznionych tekstów. Jego utwory są jakby plastyczne, nasuwają ciągi skojarzeń, budują świadomość danej sytuacji o której śpiewa. Niemal słyszy się, jak Kaczmarski po kolei zmienia się w potężnego, pewnego siebie reformatora, jak kiedy indziej ucieka przez obławą, czy samotnie stoi na ulicy patrząc na maszerujący tłum.
Na sam Salon przyszedłem wraz ze znajomymi. Jeszcze nie zdarzyło się, żeby kiedykolwiek żałował że się tam pojawiłem. Atmosferę, obok zaproszonych gości, tworzy również świetna Triada Poetica- nie wyobrażam sobie raczej Salonu bez jej występu. Szymonowi zaś należą się podziękowania zarówno za stworzenie samej idei, jak i kontynuowanie jej oraz pracę na rzecz rozpowszechniania twórczości Jacka Kaczmarskiego.

Kasia
Maturzystka oraz najprawdopodobniej przyszła studentka polonistyki. Miłośniczka literatury i historii oraz fascynatka twórczości Jacka Kaczmarskiego. Kaseta zabrana kiedyś ojcu sprawiła że kupiłam sobie gitarę i zaczęłam słuchać poezji śpiewanej. O ile efekty pierwszego zdarzenia nie przekładają się szczególnie na wizerunek mojej osoby, tak utwory JK stały się dla mnie inspiracją oraz niejako częścią mojego prywatnego świata. Stąd już niedługa droga do strony www.kaczmarski.art.pl a następnie forum, gdzie poznałam ludzi, którzy jeszcze bliżej ukazali mi świat słów, znaczeń i obrazów „barda solidarności”. Ukryta pod niepozornym nickiem zamocik_23 dałam się poznać niektórym forumowiczom jako uparta i niesforna licealistka.. Coż- piękne grzechy trwającej młodości :D Pierwszy raz na Salonie pojawiłam się w marcu 2007 roku. Ze względu na 54km odległość od miejsca zamieszkania zdarzało mi się opuścić kilka Salonów, co odpokutuje na studiach. Czasami za głośno mówię i niepotrzebnie kręcę się w okolicach pierwszych rzędów.
Chciałabym też podziękować Simonowi za to wszystko, co zrobił dla idei Salonu Jacka Kaczmarskiego. Dzięki niemu udało mi się poznać wielu wspaniałych ludzi a śpiewanie utworów JK oraz „nocne Polaków rozmowy” są co miesiąc najbardziej oczekiwany przeze mnie zdarzeniem. Mam nadzieje że tak mi już zostanie :)

ReDi
Jeśli miałbym siebie określić w jednym sformułowaniu , byłoby to coś w stylu „szczerze zadeklarowany i ortodoksyjny kaczmarofil”. Od niedawna studiuje matematykę we Wrocławiu. Oczywiście jednym z podstawowych kryteriów wyboru miasta był Wrocławski Salon Jacka Kaczmarskiego, którego stałem się regularnym bywalcem. Jest to inicjatywa o tyle piękna, że pozwala mi się oderwać od piekielnych kręgów matematycznych abstrakcji i empirycznie doświadczyć obecności twórczości Jacka Kaczmarskiego w sercach wielu ludzi, poczuć, że „odmiennych nas jest w bród”. Za wspaniałe koncerty Artystom, Simonowi i pozostałym Salonowiczom dziękuję!

Joanna Julka Jesionowska
Doktorantka-polonistka w teorii, adiustatorka i korektorka w praktyce. Wrocławianka. Wielbicielka Chwina, kotów i herbaty. Kaczmarofilstwo własne określiłabym jako nieśmiałe i bardzo tolerancyjne. Pierwsze moje spotkanie z twórczością Jacka Kaczmarskiego nastąpiło w odległej przeszłości, gdy po świecie latały jeszcze pterodaktyle, gryfy i smoki, a ja liczyłam sobie latek cztery. To było stare, okropnie chrypiące nagranie "Obławy", odsłuchiwane na magnetofonie szpulowym. Wrażenie frazy: "Ujrzałem małe wilczki dwa na strzępy rozszarpane!" było tak piorunujące, że po dziś dzień dreszcz przechodzi - stąd nauka, że nie jest to koniecznie piosenka dla dzieci. Po tak spektakularnym początku znajomości z JK przez pewien okres było troszkę spokojniej (choć jego pieśni trwały gdzieś wokół mnie) - aż po czas, gdy ukazała się "Sarmatia", pozostająca nadal moim ulubionym programem. Potem były audycje w radiowej Trójce, ze dwa koncerty JK we Wrocławiu, spisywanie własnych śpiewników ze słuchu, nauka historii i kultury na Jackowych tekstach, stale podsłuchiwanych i podśpiewywanych. I na tym by się pewnie skończyło, gdyby nie Wrocławski Salon Jacka Kaczmarskiego, który jest dla mnie wielką niespodzianką i stałą radością. Ponieważ zawitałam w jego progi tak niedawno, nie daję sobie prawa do niczego poza gorącą pochwałą tych, którzy mnie do Salonu przyprowadzili, i tych, którzy go tworzą. Dziękuję Wam za piękne koncerty, wspólne śpiewanie, niezwykłą atmosferę i wzruszenie.

Wojtek "Khamul" Makowski
Gdybym się uparł to mógłbym twierdzić, że słuchałem Jacka od kołyski (moje wczesne dzieciństwo przypadło na stan wojenny). Przez mgłę pamiętam ten stary szpulowiec a na nim taśmy z utworami Kaczmarskiego, Gintrowskiego, Łapińskiego, Pietrzaka i innych. Muzyka ta ucichła jednak w moim domu wraz z początkiem lat 90.

Już na studiach (jakieś 6 lat temu) znalazłem u kumpla na kompie mp3 z utworami Jacka (poczciwiec zgrywał je ze swoich starych kaset magnetofonowych). Chcąc zrobić przyjemność mamie (kiedyś była wielką fanką Jacka) nagrałem jej to na CD.  Przed wręczeniem prezentu postanowiłem to jednak najpierw przesłuchać - i w tym momencie zaraziłem się "Kaczmaromanią". Szukając słów do któregoś z utworów szybko natrafiłem na stronę www.kaczmarski.art.pl  a następnie na jej forum. Tu dopiero uświadomiłem sobie, jak wielka jest rzesza fanów Kaczmara.

Na Salon trafiłem przypadkowo - znalazłem plakat reklamujący koncert piosenek Wysockiego we Wrocławiu, oczywiście poszedłem. Siadłem z tyłu pełen obaw ? po koncercie szybki powrót do domu. Tak było na pierwszych 2 Salonach - siedziałem z dziewczyną na tyłach sali przy piwku nucąc ulubione kawałki Kaczmarskiego. Po jakimś czasie przyszło przełamanie - odważyłem się i zagadałem do Simona, a ten przedstawił mnie innym Salonowym bywalcom (wielu z nich znałem z forum). Obecnie na Salonach można mnie spotkać w pierwszych rzędach, w najbardziej rozśpiewanej (i podchmielonej) grupie ludzi. Salon stał się dla mnie comiesięczną odskocznią od rzeczywistości i w jakimś sensie powrotem do starych dobrych czasów studenckich.

Misiek
Znany również pod nazwiskiem Michał Wolski, student polonistyki, dawniej politologii, a wkrótce i kulturoznawstwa, z pochodzenia jeleniogórzanin. Życiowy, mentalny i społeczny wagabunda, ceniący sobie swój indywidualizm oraz wątpliwy - bo wciąż zalążkowy - ale rozwijający się intelekt. Gorący i zażarty orędownik słowa pisanego, a także i zaśpiewanego. Lubi kulturę. Z Kaczmarskim związany duchowo od kołyski niemalże, kiedy to babcia śpiewała mu na dobranoc Przedszkole. Od małego fascynuje go twórczość Jacka i wszystko, co z nią związane. Bezczelny popularyzator jego twórczości w kręgach różnych, od młodzieży licealnej poprzez toruńskich kloszardów na fanach Gwiezdnych Wojen kończąc.
Z Salonem związany od początku jego istnienia, kiedy to trafił w jego podwoje i - urzeczony atmosferą, pieśniami i klimatem - już w nim został. Opuścił na razie tylko dwa spotkania (z przyczyn obiektywnych), co już samo w sobie jest karygodne i pluje sobie za to w zarośniętą brodę. Z racji wybitnych antytalentów wokalnych i imponującej nieumiejętności grania na czymkolwiek odnajduje się świetnie w tej bardziej "bachicznej" stronie Salonu i całkiem mu z tym dobrze; wciąga też w jego orbitę coraz to nowe, często specyficzne, persony.
Niezmiennie ma nadzieję uczestniczyć w rozwoju Salonu i chciałby podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jego wielkości: Simonowi za ideę i jej konsekwentną realizację, śpiewającym za śpiew, grającym za granie, publiczności za fantastyczną atmosferę. Oby tak dalej!

Łukasz
Z Jackiem Kaczmarskim "zapoznałem się", kiedy zobaczyłem w telewizji jego koncert z 1990. Pamiętam, że wielkie wrażenie zrobiło na mnie to, że trzyma gitarę odwrotnie, ale nie ma zmienionych strun - dlatego chwyty też musiał łapać odwrotnie. Było to dla mnie coś niezwykłego. Zacząłem się interesować Jego twórczością i bardzo szybko okazało się, że napisane przez Niego teksty piosenek mają w sobie coś magicznego. I tak to się zaczęło - słuchałem płyt, próbowałem grać coś na gitarze, jednak z czasem moja fascynacja twórczością Kaczmarskiego zaczęła słabnąć. Przypomniałem sobie, że to ważny dla mnie artysta, kiedy Misiek Wolski powiedział mi o Salonie. Oczywiście pojawiłem się na najbliższym salonowym spotkaniu i wróciłem do domu zauroczony zarówno atmosferą, jak i poznanymi ludźmi. Później był świetny koncert Triady na zamku w Bolkowie, gdzie poznałem Szymona, Olę oraz Alę. Tym sposobem stałem się częścią salonowej społeczności i tak jest do dziś, bo ostrzec wszystkich należy, że Wrocławski Salon Jacka Kaczmarskiego wciąga jak chodzenie po bagnach. Kto raz tam się znajdzie, ten będzie chciał wrócić, żeby po raz kolejny poczuć tę wspaniałą atmosferę. Oby Salon wciągał co raz to nowe ofiary i działał jak najdłużej!

Stanisław "Zeratul" Jesiak
Student informatyki, rogoźnianin (choć od pewnego czasu bardziej poznaniak ), zawodowo - administrator sieci.
JK usłyszałem pierwszy raz w początkach podstawówki - do dziś pamiętam, jak zły byłem na rodziców, że nie chcą mi wytłumaczyć sensu tytułowych "Murów". Po tej kasecie był jeszcze winyl z "Krzykiem" a potem długo,długo nic... W końcu podstawówki powróciłem na łono kaczmarofilii dzięki "Murom w Muzeum Raju" i tak już mi jakoś zostało (na maturze też oczywiście sporo Kaczmara, choć było trudniej, bo bez prezentacji ). Na WSJK trafiłem po raz pierwszy już jakiś czas temu - przy okazji koncertu Tria Łódzko-Chojnowskiego (które tu dane mi było pierwszy raz usłyszeć ’live’). Od tego czasu w miarę swoich możliwości (odległość robi swoje) i nadużywając gościnności Simona, staram się pojawiać jak najczęściej.Chciałem coś napisać o samym WSJK, ale jakoś głupio to wyglądało - Salon jest po prostu unikatowy w skali kraju (już sama nazwa promuje twórczość JK ) Jak mawiają Słowacy w moich ulubionych Tatrach: Neh sa páči!

Ola "jodynka" Dziadykiewicz
Studentka polonistyki na UAM w Poznaniu.
Pierwszy poważny i świadomy kontakt z twórczością Kaczmarskiego? Druga klasa liceum, kolega, który wrócił z koncertu artysty w Poznaniu. Pożyczył mi płytę "Live", zachwyciłam się.Potem, już na studiach, trafiłam do klubu, w którym poznański Kwartet Proforma co tydzień grał koncerty, do repertuaru włączając wiele utworów Kaczmarskiego.Fascynacja pogłębiła się i teraz (daj Boże!) ma zaowocować pracą magisterską na temat twórczości autora "Obławy". Z racji odległości na WSJK bywam zdecydowanie rzadziej, niż bym chciała.
Niemniej uważam Salon za miejsce absolutnie wyjątkowe. Na czym ta wyjątkowość polega - sprawdźcie sami! 


Michał ,,kudłaty Misiek" Szczypek
Przyszły etnolog, na co dzień realizujący się zawodowo w dziedzinie finansów. Niespełniony bębniarz i kuglarz.  Twórczość Kaczmarskiego  poznawałem najpierw dzięki ojcu (w dzieciństwie), przyjaciołom (czasy liceum), aż w końcu, gdy zakotwiczyłem w wielkim mieście, trafiłem na pierwszą edycję WSJK. Nie jestem ,,Kaczmarofilem", do tego jest mi daleko, wolałbym się określić, jako wielbiciel twórczości. Staram się jednak jak mogę propagować tę twórczość. Z uporem maniaka chcę też zaszczepić ,,salonową tradycję" w moim rodzinnym mieście - Bolkowie, którego mieszkańcy mieli już okazję poznać się na interpretacjach Triady. Na Salonie bywam regularnie i traktuję to miejsce, jak comiesięczne święto, możliwość spotkania się ze znajomymi, wspólnych rozmów i śpiewów.  Cóż, wypada tylko podziękować Twórcy tej inicjatywy za możliwość ,,świętowania".
Do zobaczenia na kolejnym Salonie!

jamnik.net.pl
Wrocławski Salon Jacka Kaczmarskiego 2010
Administracja i wykonanie: ReDi
Wspomagane przez: JamnikCMS